Rodzinna służba w 4 Warmińsko-Mazurskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej

Młodszy chorąży Mirosław Borowski, jego żona szeregowy Dorota Borowska oraz ich syn szeregowy Mateusz Borowski to żołnierze 4 Warmińsko-Mazurskiej Brygady Obrony Terytorialnej. — Całą rodziną służymy naszej małej ojczyźnie – podkreślają z dumą.

Ojciec rodziny zaczął zawodową służbę wojskową najwcześniej z całej trójki. — W 1996 roku istniała jeszcze w Polsce obowiązkowa zasadnicza służba wojskowa przed którą nie można było się uchylić. Poszedłem więc do wojska 1 sierpnia tego roku i służyłem potem 17 lat – opowiada mł. chor. Mirosław Borowski. Był wówczas żołnierzem 20 Brygady Zmechanizowanej w Bartoszycach, która wysyłała żołnierzy na misje do Syrii oraz do Iraku. Jak wspomina doświadczony żołnierz: — Udział w tych misjach był dla mnie naturalnie oczywisty. Wziął zatem udział w 3 zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku w 2004 roku oraz w 29 zmianie PKW w Syrii w roku 2008. Potem nadszedł wprawdzie czas wojskowej emerytury, kiedy jednak w roku 2017 powołano Wojska Obrony Terytorialnej, nie zastanawiał się zbyt długo nad powrotem w wojskowe szeregi. — Na początek wstąpiłem do wchodzącej w skład WOT Terytorialnej Służby Wojskowej, potem przeszedłem egzamin z WF i powróciłem do czynnej zawodowej służby wojskowej.

Małżonka chorążego, szer. Dorota Borowska, wstąpiła w szeregi 4 Warmińsko-Mazurskiej Brygady Obrony Terytorialnej w lipcu 2021. — Podjęłam tę decyzję samodzielnie, złożyłam dokumenty w Wojskowej Komendzie Uzupełnień i jakoś tak to potem ruszyło. Jej małżonek ujawnia, że najbardziej obawiał się, że teraz to już nigdy nie przestaną rozmawiać o sprawach wojskowych, od których mógł dotąd na chwilę odetchnąć w domu. Jego obawy okazały się uzasadnione. „Młody żołnierz” – szer. Dorota – wykorzystuje skrzętnie możliwość konsultacji z doświadczonym podoficerem i nie odpuszcza mężowi także w domu pytań na temat służby. — I tak rozmowy na temat dzieci przeplatają się dyskusjami na temat taktyki działań polowych czy też zasad regulaminów wojskowych – opowiada chorąży Mirosław z uśmiechem. Pani Dorota dodaje, że w domu są oczywiście partnerami, kiedy jednak wychodzą na służbę, obowiązuje ich już regulamin wojskowy. — Dlatego w trakcie zajęć w jednostce zwracam się do męża zawsze per: Panie Chorąży.

Syn państwa Borowskich Mateusz poszedł w ślady rodziców i w czerwcu 2022 wstąpił do kompanii logistycznej w 4W-MBOT. — Już od samego początku, kiedy tata służył jeszcze w Lidzbarku Warmińskim i mieszkaliśmy na wojskowym osiedlu, gdzie wszystkie dzieciaki miały rodziców w służbie, trudno było mi wyobrazić sobie inne życie, kiedy dorosnę. Przed wstąpieniem do WOT spędził najpierw Mateusz kilka tygodni w Narodowych Siłach Rezerwowych, obywatelskiej ochotniczej służbie wojskowej powstałej w drugiej połowie 2010 roku i mającej na celu zapewnienie kadr dla uzupełnienia etatów w każdym z pięciu rodzajów Sił Zbrojnych RP. Ponieważ lubi jeździć samochodem, zdał też w wojsku egzamin na prawo jazdy kat. C i służy teraz w kompanii logistycznej jako kierowca. — Czasem jeździmy samochodem osiem godzin dziennie, a czasem trzeba być do dyspozycji przez całą dobę – opowiada młody żołnierz. — Bywa to niekiedy ciężkie i męczące, to jednak przecież służba, a nie praca. Masz wtedy poczucie, że robisz coś nie tylko dla siebie, a bierzesz udział w czymś większym.

W czasie dwuletniej służby niezawodowej nauczyła się pani Dorota dobrze strzelać. — Regularnie ćwiczymy różne postawy strzeleckie i przynosi to już teraz wymierne efekty. Wiele satysfakcji daje jej także to, że po wielu miesiącach nauki wszystkie zdobyte w tym czasie umiejętności zaczynają teraz do siebie pasować i łączyć się w całość. — Działamy już teraz samodzielnie w terenie w sposób odpowiedni do sytuacji i naprawdę jesteśmy żołnierzami. Ja z zawodu jestem oligofrenopedagogiem i moja praca to ćwiczenie umiejętności społecznych: i z dziećmi, i z młodzieżą, i z osobami starszymi. Bardzo pomaga mi to nie tylko w nawiązywaniu relacji w kompanii ale także w zdobywaniu nowych kompetencji, bo oligofrenopedagog to do-bry obserwator. Podczas szkoleń rotacyjnych poznają na przykład zasady pierwszej pomocy, uczą się od żołnierzy Straży Granicznej zachowania w terenie a podczas wspólnych zajęć z policją poznają zasady poszukiwania w terenie osób zaginionych.

Jak opowiada szer. Borowska, służba wojskowa przynosi naprawdę wiele korzyści: — Przez cały czas pracuję w wojsku na swoją kondycją, poprawiłam także samodyscyplinę oraz konsekwencję w realizacji założonych celów. W wojsku trzeba też znać swoje miejsce i umiejętnie podporządkować się rozkazom zwierzchników. Tu nie ma miejsca na dyskusje.

Na dyskusje miejsca może i nie ma, jednak chorąży Mirosław zauważa z zadowoleniem, że wojsko przestało już rygorystycznie przestrzegać twardych regulaminów, spoza których często nie było widać człowieka. — Nasi przełożeni są teraz bardziej otwarci na potrzeby swoich podwładnych. A podoficer, lider swojej sekcji czy drużyny, powinien być przede wszystkim dumny z tego, że służy w Wojsku Polskim. Oraz pamiętać o doskonaleniu swoich umiejętności. Pani Dorota podkreśla także fakt, że we współczesnym wojsku jest dużo miejsca dla dziewczyn, które „naprawdę dają radę”.

Mateusz wie już na pewno, że nie skończy swojej służby w stopniu szeregowego: — Widzę już teraz, że podjąłem dobrą decyzję o wstąpieniu do wojska i zamierzam jak najszybciej skończyć studia, żeby potem pójść na kurs oficerski. Oraz oczywiście wykorzystać oferowane przez wojsko możliwości kształcenia się w różnych kierunkach. Chciałby na przykład, jeżeli uzyska zgodę dowódcy, zdać egzamin na prawo jazdy kategorii E. — Kiedy skończę kurs oficerski Agrykola i zdobędę szlify podporucznika, to wtedy mąż będzie musiał mi salutować, tak, jak ja jemu teraz – dodaje pani Dorota z żartobliwym błyskiem w oku. — Ja naprawdę nie mam z tym problemu – odpowiada na to jej małżonek. — Bo kiedy zdejmujemy w domu mundury, to na pewno dowodzi już tam wtedy szeregowy Dorota. A jej ulubionym zwrotem jest wtedy: „naprzód” albo „biegiem”.

Cała rodzina chętnie służy swojej przysłowiowej „małej ojczyźnie” w ramach Wojsk Obrony Terytorialnej. — Działamy tu, szkolimy się, ale także pomagamy mieszkańcom – opowiada chorąży Borowski. — Było to dobrze widać w czasie niedawnej pandemii, kiedy żołnierze 4W-MBOT stali na triażu w placówkach medycznych, roznosili maseczki po domach czy też dowozili potrzebującym produkty żywnościowe, służyli w szpitalnych izbach przyjęć oraz pełnili także wiele innych obowiązków, jak testy czy nawet zastrzyki przeciwcovidowe. Jesteśmy na miejscu i szkolimy się, żeby umieć pomóc każdemu, kto znalazł się w potrzebie.

ZAWSZE GOTOWI, ZAWSZE BLISKO – to hasło terytorialsów dobrze określa charakter naszej służby.

Rozmawiał st. szer. Radosław Lech na antenie Radia UWM FM, zespół prasowy 4W-MBOT
Tekst opracował kpr. Łukasz Czarnecki-Pacyński, żołnierz 4W-MBOT

Poprzedni artykułMaks na maksa
Następny artykułFerie z MOSiR-em pełne elblążan
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze