Gdynia: Fala podwyżek? Nowy system jest lekarstwem, nie przyczyną

Komunikacja miejska wyjątkowo dotkliwie odczuwa gospodarczy kryzys. Inflacja uderza w przewoźników, ceny paliw i energii elektrycznej podnoszą bieżące koszta, a samorządy szukają rozwiązań, by utrzymać połączenia, redukując część kursów i zmieniając taryfy biletowe. Dotyczy to nie tylko komunikacji miejskiej. Ceny biletów podniosły też spółki należące do PKP.

FALA – idealny  „chłopiec do bicia”

W Pomorskiem obwiniany za podwyżki – wynikające z inflacji – jest system FALA, który po wdrożeniu ma ułatwić planowanie i wnoszenie opłat za przejazdy komunikacją publiczną. Dzięki elastyczności i nowoczesnym rozwiązaniom FALA może pomóc mieszkańcom płacić mniej za korzystanie z komunikacji publicznej. W tym kontekście oskarżenia brzmią zaskakująco. I są nieprawdziwe.

Taniej z FALĄ. Zachęta dla pasażerów i nowe rozwiązania

We wdrażanym systemie FALA pojawi się kilka rozwiązań, które bez niej nie byłyby możliwe do wprowadzenia w skomplikowanym systemie, jakim tworzy komunikacja publiczna na Pomorzu.

Pojawią się zniżki dla tych pasażerów, którzy sczytując przy wsiadaniu swoją kartę czy aplikację, zdecydują się zostawić w systemie informację o trasie swojego przejazdu, wprowadzone będą bilety 75-minutowe, których cena zależna będzie od liczby przejechanych przystanków oraz tzw. bilety hybrydowe dla osób, które nie korzystają z komunikacji na co dzień, więc czas ich wykorzystania będzie elastyczny – dostosowany do potrzeb pasażera.

Skutek? Wzrost cen niższy niż inflacja. Przy tym pozostaje też najważniejszy plus FALI , czyli automatyczny zakup biletów różnych przewoźników, bez konieczności studiowania taryf, co daje oszczędność czasu i nerwów, gdy przemieszczamy się np. między sąsiednimi miastami.

FALA nie ma nic wspólnego z podwyżkami cen

Rozwiązanie nie wpływa natomiast na taryfy biletowe. Wdrożenie FALI i podwyżki to dwa różne zdarzenia, które łączy jedynie czas wprowadzenia.

Jeśli nie udałoby się w tej chwili dofinansować komunikacji miejskiej, jedynym rozwiązaniem byłyby silne, bardzo dotkliwe  cięcia kursów. Tych i tak nie udało się uniknąć, dlatego m.in. w Gdyni od 30 stycznia zniknęła część mniej popularnych połączeń ZKM-u, co pozwoli na pokrycie około 11 milionów złotych dodatkowych wydatków w tym roku (m.in. ceny paliw, energii elektrycznej czy gazu).

Razem z cięciami pojawia się – co zrozumiałe – coraz więcej głosów niezadowolenia, a stąd już tylko krok do niesłusznych oskarżeń, że za problemami komunikacji zbiorowej stoi… FALA. A konkretniej rzekomy koszt jej wprowadzenia w Gdyni, Gdańsku, Sopocie i innych
lokalnych samorządach, które przystąpiły do metropolitalnego projektu, dofinansowanego w 85 procentach ze środków unijnych.  Na fali krytyki mnożą się nawet fałszywe sugestie, że
wycofanie się z systemu mogłoby powstrzymać podwyżki.

Dane mówią za siebie

To niemożliwe choćby ze względu na same liczby: w tym roku Gdynia musi wydać m.in. o 4,5 miliona złotych więcej na stawki za tzw. wozokilometry dla prywatnych operatorów, a miejskie spółki przewozowe potrzebują na utrzymanie dodatkowe 22,5 miliona złotych, bo mniej więcej o tyle podrożał niezbędny olej napędowy, gaz czy energia elektryczna (kluczowa przy utrzymaniu floty trolejbusów).

Koszta utrzymania komunikacji miejskiej w rok urosły zatem o około 16%, czyli porównywalnie do poziomu inflacji, a w budżecie Gdyni na 2023 rok przewidziano niemal o 15 milionów złotych więcej na ten cel.
To prawdziwa przyczyna, która wymusza zmiany cen taryf – wyższe koszta przy mniejszych dochodach gmin, którym – w wyniku Polskiego Ładu – ubywa m.in. wpływów z podatku dochodowego mieszkańców. Podobnie wygląda też sytuacja w sąsiednich samorządach, które borykają się z tymi samym problemami.

Tczew szuka winnych w FALI. Tyle że niesłusznie

Oliwy do ognia dolał natomiast w ostatnich dniach prezydent Tczewa, który publicznie zapowiedział: miasto wycofa się z systemu FALA i wprowadzi bezpłatną komunikację miejską. Jako powód wskazał głównie na koszta związane z udziałem miasta w systemie, dając dodatkowe „paliwo” wszystkim dotychczasowym krytykom systemu.Oskarżenia te nie mają pokrycia w faktach.

FALA nie kosztuje Tczewa rocznie 4 mln zł, ale 850 tys. zł. Tczew nie złożył też żadnego oficjalnego wniosku o wycofanie z FALI, przeciwnie – na koniec medialnej Odysei prezydent Tczewa wyraził gotowość do rozmów o pozostaniu w FALI. Bo FALA to korzyści dla mieszkańcow, którzy korzystają z komunikacji publicznej przecież nie tylko w Tczewie.

Pozostał temat bezpłatnej komunikacji

Warto wiedzieć, że dotychczasowa oferta komunikacji miejskiej w Tczewie
istotnie różni się od tej w Trójmieście. Nie oferuje chociażby biletów okresowych.
Im mniej pasażerów, tym mniej straci też miasto, rezygnując z potencjalnych sprzedanych
biletów – być może dlatego prezydent Tczewa uznał, że samorząd stać w czasie gospodarczego kryzysu na tak dużą zmianę.

Czy stać na to Gdynię?

Abstrahując od kosztów takiego rozwiązania, co musiałoby pociągnąć za sobą rezygnację z innych ważnych wydatków, przeanalizujmy  takie rozwiązanie w Gdyni.

W naszym mieście musiałoby to albo pociągnąć za sobą nieodpłatne goszczenie w komunikacji publicznej, utrzymywanych z podatków gdynian wszystkich spoza Gdyni, albo utrzymanie całego systemu sprzedaży i kontroli biletów dla osób spoza Gdyni. Czyli najwygodniej – FALI.

FALA daje wybór

Na koniec warto wiedzieć, że FALA to system dobrowolny – tylko od pasażera zależy, czy chce korzystać z jej możliwości i nieco tańszych biletów, oszczędzając przy tym czas potrzebny na kupno biletów u różnych przewoźników. To rozwiązanie, które integruje już dostępne opcje i ułatwia podróżowanie – podobnie jak popularne od lat komercyjne aplikacje automatycznie dopasowujące trasę przejazdu (np. Jakdojade). Te jednak są dostępne tylko w niektórych miejscowościach pomorskiego. Fala będzie znacznie bardziej demokratyczna.

Jeśli zatem nie chcemy korzystać z „Fali” lub z różnych przyczyn nie możemy skorzystać z aplikacji, po jej wdrożeniu nadal dostępne będą klasyczne, drukowane bilety, według stawek określonych przez operatorów zgodnie z rosnącymi kosztami.

Najtrudniejszy okres od lat

Faktem jest, że komunikacja zbiorowa przechodzi najtrudniejszy okres od lat – i najprawdopodobniej przewoźników jeszcze przez kolejne miesiące będą dotykać kolejne podwyżki paliw, usług oraz pracy. To kryzys, który dodatkowo nasilają problemy finansowe samorządów w całym kraju, a stoi za nimi m.in. „Polski Ład” i malejące dochody do budżetów w czasie, gdy inflacja za zeszły rok sięga już ponad
16%.

Nowoczesny system, który ułatwi podróż między miejscowościami i ujednolici sprzedaż biletów to w tej chwili jeden z niewielu sposobów na przyciągnięcie kolejnych pasażerów do komunikacji miejskiej.

I chyba na tym nam ciągle zależy?

Agnieszka Janowicz
Fot. Kamil Złoch


Poprzedni artykułMorska podróż w czasie. Nowa wystawa na „Darze Pomorza”
Następny artykułZnamy wyroki jakie zapadły
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze