Stowarzyszenie „Cool-awi”. Bo „cool” znaczy „fajny”

Historia stowarzyszenia „Cool-Awi” zaczęła się od wejścia na Śnieżkę i na nim mogła się skończyć. Magdalena Biegańska przyznaje dziś, że zakładając organizację, nie miała doświadczenia z tego typu działaniami, a zależało jej na wspólnym wyjeździe w góry… Wyprawa pokazała jednak, że osoby z niepełnosprawnościami chcą być razem, mają wiele pomysłów i pasji, które chcą realizować. Stowarzyszenie działa już szósty rok, a tworzące je osoby mówią, że są jak rodzina. Zapraszamy do niezwykłego świata bohaterów dzisiejszego odcinka cyklu „Twarze Pomagania”.

Pani Julia mieszka w Sztumie. Tak bardzo lubi tańczyć, że na zajęcia terapeutycznego tańca na wózkach przyjeżdża do Gdyni. Pani Marta też tańczy. I prowadzi własnego bloga – do jego założenia przekonali ją przyjaciele ze Stowarzyszenia „Cool-Awi” zauroczeni tym, jak pani Marta pisze. Pani Karolina pięknie rysuje, pani Ola zrobiła dla wszystkich bransoletki, a pani Dominika i jej siostra Patrycja korzystają z każdej okazji, by pójść do teatru.

– Damian, mój syn, ma 27 lat. Szukałam miejsc, w których mógłby spędzać czas i spotykać się w rówieśnikami, robić cokolwiek, dzięki czemu wyjdzie z domu – mówi pani Dorota. – Było bardzo trudno… W końcu zadzwoniłam do Urzędu Miasta, do referatu ds. osób z niepełnosprawnościami, z prośbą o wskazanie jakichkolwiek zajęć, najchętniej sportowych. Damian uprawiał wcześniej sport – wiedziałam, że to w nim wciąż jest i że ma smykałkę. Dowiedziałam się o Stowarzyszeniu „Cool-awi”,  że grają w boccia… Dostałam numer do Magdy Biegańskiej. W czasie rozmowy uprzedziła, że może się nie spodobać, bo to nie jest zbyt energiczna aktywność – ale zaprosiła na zajęcia. I tak już potem jeździliśmy co środę. A że „Cool-awi” się rozwijają, jest coraz więcej zajęć i wyjazdów. Wpisaliśmy się w tę rodzinę na dobre. Czy nas chcą, czy nie chcą – zostajemy.

Magdalena Biegańska, kierownik Referatu ds. Osób z Niepełnosprawnością, w Urzędzie Miasta Gdyni pracuje od 2014 roku. W 2016 zorganizowała dla 10 osób z niepełnosprawnością wyprawę na Śnieżkę.

– Myślałam, że największym problemem będą pieniądze – wspomina. – Tymczasem znaleźliśmy sponsorów, ale okazało się, że nie było prawnej możliwości przekazania funduszy. Bo jak – mi do ręki? A kim ja jestem? W ekspresowym tempie założyliśmy więc stowarzyszenie, żeby można było te pieniądze przekazać, ubezpieczyć grupę. Zdobyliśmy Śnieżkę. Nigdy nie miałam do czynienia ze stowarzyszeniami, dla mnie to była czarna magia, więc przed wyjazdem powiedziałam sobie że jak wrócimy, to najwyżej stowarzyszenie się zamknie. Ale była potrzeba i chęć, żebyśmy dalej działali, żebyśmy razem wyjeżdżali i zapraszali kolejne osoby. Stowarzyszenie istnieje już sześć lat, z roku na rok mamy coraz więcej projektów, rozwijamy się.

W góry jechali już jako „Cool-awi”.

– Tę nazwę trochę sama sobie wymyśliłam – przyznaje pani Magda. – Często w rozmowach osób z niepełnosprawnością potocznie pada stwierdzenie, że ktoś jest „kulawy”. Mniej nas to obraża niż „inwalida” czy „niepełnosprawny”. Ale żeby dodać temu słowu dobrego znaczenia, zapisaliśmy je po angielsku. „Cool”, czyli „fajni”.

Dziś stowarzyszenie tworzy 30 osób. Wspiera nie tylko podopiecznych – dorosłe osoby z niepełnosprawnościami, ale też ich rodziny.

Magdalena Biegańska: – Póki osoby z niepełnosprawnością chodzą do szkoły czy studiują, mają zajęcie. Ale gdy kończą naukę, gdy z powodu niepełnosprawności sprzężonej nie mogą pójść na studia, możliwości się kończą, a te osoby są pozamykane w domach. Dla mnie było ważne, żeby je z tych domów powyciągać. Początkowo bardzo stawialiśmy na zajęcia sportowe: miały zachęcić do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Sport daje wiele możliwości, więc do każdego można podejść indywidualnie. Ale z czasem zaczęliśmy też po prostu bywać: w kinie, w teatrze, na koncertach. Chcieliśmy pokazać naszym podopiecznym, że te wydarzenia są także dla nich, że dają radość, bo przecież koncert na żywo to zupełnie inne przeżycie, niż koncert w telewizji. Uczyliśmy się robić zakupy, bo duża część osób nie miała wcześniej takiej okazji. Później zaprosiliśmy na zajęcia taneczne i wyjazdy. W pandemii organizowaliśmy zajęcia komputerowe, żeby dokształcić się z podstawowych programów. Od dwóch lat mamy spotkania z psychologiem. Zaczęliśmy rehabilitację: każdy z nas może spotykać się z rehabilitantem. Nawiązujemy kontakty z innymi organizacjami, łączymy się, wspólnie coś organizujemy. Nasze stowarzyszenie prowadzi też w Gdyni bezpłatną wypożyczalnię sprzętu rehabilitacyjnego, którą obsługuję w wolnym czasie. Oprócz wypożyczania sprzętu bardzo cenne jest wsparcie zwykłą rozmową mieszkańców, którzy często zmagają się z trudem związanym z wiekiem rodziców, niepełnosprawnością dzieci, śmiercią… Czasami przychodzą do wypożyczalni na ul. Śląską 51 tylko po to, by ze mną porozmawiać, wypłakać emocje. Szukają porady, lub potrzebują, by tylko ktoś ich wysłuchał.

Stowarzyszenie dba też o opiekunów – żeby nauczyli się, jak skutecznie pomagać i jak zajmować się osobą z niepełnosprawnością dbając jednocześnie o własne zdrowie; ale także po to, by opiekunowie mogli odpocząć. Gdy pani Magda prowadzi zajęcia dla osób na wózkach, ich rodzice mają czas dla siebie. Mogą pójść na kawę, do kina, na zakupy.

– Koncentrujemy się na całych rodzinach, kompleksowo. Chcemy, żeby te nasze zajęcia coś im dały, żeby były prawdziwym wsparciem – podkreśla pani Magda. – Mamy tyle spotkań, że czasami brakuje okazji, żeby usiąść i porozmawiać. A to ważne, żeby rodzice mogli zwyczajnie poplotkować, ale też podzielić się problemami, dowiedzieć się, jak ktoś inny poradził sobie w danej sytuacji. Gdy 17 lat temu miałam wypadek myślałam, że jestem jedyną na świecie osobą na wózku, że pożyję jeszcze góra kilka lat…. Ale pojechałam na obóz, zobaczyłam inne osoby z niepełnosprawnościami i zaczęłam myśleć pozytywnie. W stowarzyszeniu jest podobnie. Bo choć każda niepełnosprawność jest inna, każda sytuacja rodzinna jest inna, to jednak pewne dylematy są wspólne. Gdy wyjeżdżamy na dłużej nie mamy już oporów, żeby mówić o swoich potrzebach czy problemach. Nikt na nikogo nie popatrzy jak na dziwaka, bo mierzymy z podobnymi trudnościami. Czy Pani się zastanawia, jak osoba która teoretycznie nie ma chwytu, samodzielnie je? Dla nas to codzienność, każdy ma na to inny patent. Jeżeli przychodzi do nas osoba nowa, to my jej te patenty „sprzedamy”. Nikt nie boi się powiedzieć, z czym ma kłopot – bo każdy z nas to przerabiał.

Czasami więc, by dać sobie okazję do bycia razem, „Cool-awi” idą na pizzę albo do kina. Osoby z niepełnosprawnością często zwyczajnie nie wiedzą, że mogą spotkać się ze znajomymi na przykład w barze. Nie mają towarzystwa rówieśniczego w szkole, nie znają towarzyskiego życia studenckiego. Te wspólne wyjścia mają pokazać, że nie wszystko musi „Cool-awych” omijać, że ich świat nie musi zamykać się w czterech ścianach mieszkania, a kontakty towarzyskie nie muszą ograniczać się do najbliższej rodziny.

– Wcześniej było trochę nudno, teraz moje życie nabrało barw – przyznaje pani Marta. – Zapomniałam, że jestem osobą niepełnosprawną, w ogóle się tak nie czuję. Motywujemy się, jesteśmy otwarci na siebie. Wszyscy są dla mnie wsparciem, dziękuję za to że czytają mojego bloga Kuferek Dobrych Myśli.

Pani Dominika mówi, że dzięki towarzystwu „Cool-awych” otworzyła się.

– Przyszłam do stowarzyszenia żeby spróbować czegoś innego, żeby mieć odskocznię i żeby nie siedzieć w domu. Bo tak jak Magda mówiła, jak się skończy szkołę to nie ma za bardzo gdzie pójść. Bez zainteresowań jest ciężko, zwłaszcza osobie na wózku. – mówi. – Kiedyś byłam nieśmiała. A teraz widzę, że skoro inni mogą, to ja też…

Pani Grażyna opiekuje się synem Hubertem, w Gdyni mieszkają od niedawna.

– Przyszłam do Urzędu Miasta żeby dowiedzieć się, co możemy robić – mówi. – Trafiłam do Magdy. Wstąpiłam do stowarzyszenia i naprawdę jestem zadowolona. Nie jesteśmy skazani tylko na siebie i siedzenie w domu. Tych działań jest tak dużo! Hubert zaczął myśleć pozytywnie. Zmiana środowiska źle na niego wpłynęła. Przeprowadzając się, zostawiliśmy przyjaciół, znajomych. Tu, w Gdyni, oprócz rodziny nie mieliśmy nikogo. Teraz bardzo intensywnie się udzielamy, staramy się być prawie na wszystkich zajęciach. Na twarzy Huberta zawitał uśmiech.

„Cool-awi” powoli wracają do aktywności, jakie mieli przed pandemią. To był czas dla osób z niepełnosprawnościami wyjątkowo trudny.

– Myślę, że osobom zdrowym pandemia pokazała, jak to jest być zamkniętym w domu, gdy trzeba sobie znaleźć zajęcie, zorganizować sobie czas. Całe życie, nie daj Boże… – zastanawia się pani Dorota. I dodaje, że takie przedsięwzięcia i takie stowarzyszenia jak „Cool-awi” są rewelacyjne. Tyle, że jest ich za mało.

Lata aktywności stowarzyszenia to mnóstwo niezwykłych chwil. Ale czy może być inaczej, skoro zaczęli od zdobycia Śnieżki?

– Nasza wyprawa w góry była dużym wysiłkiem dla wolontariuszy. Ale radość jaką widzieliśmy, łzy w oczach – bo przecież każdy się zmagał ze sobą – gdy weszliśmy na górę sprawiła, że nic już się nie liczyło. Ani bolące mięśnie, ani obtarte ręce… – mówi pani Magda.

Dzięki pani Karinie, która prowadzi zajęcia tańca terapeutycznego, „Cool-awi” znaleźli się na widowni „Tańca z Gwiazdami”. Pani Marta zdradza, że najbardziej lubią Stefano Terazzino. Tancerz ma niedługo gościć w Gdyni, przygotowują dla niego specjalną choreografię.

Rodziny należące do stowarzyszenia biorą też udział w projekcie fotografki Iwony Wojdowskiej zatytułowanym „Spójrz mi w oczy”. Od kilku lat, w absolutnie niepowtarzalny sposób, fotografuje osoby z niepełnosprawnością i ich bliskich – by zwrócić naszą uwagę na ich niezwykły świat. Od kilku dni piątą odsłonę przedsięwzięcia, pod hasłem „Czułość”, można oglądać w witrynach Centrum Integracja przy ul. Traugutta 2. Pani Grażyna i pani Dorota mówią, że najbardziej w pamięci utkwiła im sesja z czasów pandemii, gdy osoby fotografowane znajdowały się za szybą… To był symbol dotkliwego zamknięcia, o którym wcześniej mówiła pani Dorota.

Lata w stowarzyszeniu to także mocna więź, jaka zrodziła się między wszystkimi zaangażowanymi w „Cool-awych”.

Magdalena Biegańska: – Wiemy, że cokolwiek by się nie działo, to jeśli zadzwonimy do kogokolwiek z nas, zawsze będzie wsparcie i pomoc. Czy to ma związek ze stowarzyszeniem, czy nie, jest pełna mobilizacja, żeby tej drugiej osobie pomóc.

A jak zauważa pani Grażyna świadomość, że człowiek nie jest sam ze swoim bagażem, naprawdę dużo daje.

***

Więcej o stowarzyszeniu Cool-avi:
http://cool-awi.org/
https://www.facebook.com/coolawi.org

Cykl „Twarze pomagania” powstał w ramach „Adaptacja Koncepcji UrbanLab w Gdyni” w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna na lata 2014-2020, współfinansowanego ze środków Funduszu Spójności.

Poprzedni artykułPrzedstawiciele Europejskich Stolic Wolontariatu z wizytą w Gdańsku
Następny artykuł„Gaudeamus igitur” wybrzmi przy nabrzeżu Pomorskim
Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najczęściej oceniane
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze